Jestem w swoim mieście. No może przesadzam, bywam bo do mieszkania w mieście to jeszcze mi trochę brakuje. Ale bywam, im częściej tym lepiej. Miasto, które opuściłem już nie istnieje prawie. Dla setek czy tysięcy tu mieszkających jest tylko wielka brudna aglomeracją. Ludzie wpadają tu i wypadają. Nie dostrzegają piekna i historii. Nikt się nawet nie zatrzyma przy budynku banku który kilkadziesiąt lat temu wybuchł.
Ludzie pędzą. Studenciaki, panowie w źle dopasowanych garniturach, galerianki. A pośród nich wszystkich staruszek z biało czerwoną opaską na ramieniu. Nikt się nie zatrzymuje aby z nim porozmawiać, aby posłuchać.
Miasto.